Człowiek nie wchodzi w relację wyłącznie jako dorosła, świadoma osoba. Przynosi ze sobą całą historię własnych więzi: doświadczenia bliskości i odrzucenia, sposób przeżywania zależności, lęk przed utratą, potrzebę bycia zauważonym, ale także te części siebie, których nauczył się nie pokazywać. Dlatego dwoje ludzi spotyka się nie tylko jako dwie osoby, ale również jako dwa światy wewnętrzne, które zaczynają na siebie oddziaływać.
Właśnie w takim miejscu może powstać koluzja – nieświadomy układ, w którym partnerzy wzajemnie uruchamiają swoje potrzeby, lęki i mechanizmy obronne.
Można powiedzieć, że koluzja działa jak niewidzialny teatr. Partnerzy są aktorami, ale nie znają scenariusza. Wiedzą tylko, że kiedy jedno wypowiada swoją kwestię, drugie niemal automatycznie odpowiada kolejną. „Potrzebuję cię bardziej” spotyka się z „potrzebuję więcej przestrzeni”, „dlaczego się oddalasz?” spotyka się z „dlaczego tak bardzo naciskasz?”, „Nie czuję się dla ciebie ważna” spotyka się z „przy tobie nigdy nie jestem wystarczająco dobry”. I tak powstaje relacyjny paradoks: obie osoby próbują osiągnąć coś, czego najbardziej potrzebują, ale sposób, w jaki próbują to osiągnąć, prowadzi do dokładnie przeciwnego rezultatu.
Osoba, która boi się opuszczenia, może próbować zabezpieczyć relację poprzez kontrolę, analizowanie, pytania, domaganie się deklaracji, sprawdzanie emocji partnera czy nieustanne poszukiwanie potwierdzenia miłości. Jednak im silniejsza staje się potrzeba kontroli, tym bardziej druga osoba może czuć się pozbawiona przestrzeni i zaczynać się wycofywać. Wycofanie natychmiast potwierdza pierwotny lęk: „Wiedziałam, że odejdzie”. Pojawia się więc jeszcze więcej kontroli. Partner wycofuje się jeszcze bardziej. W pewnym momencie oboje są już przekonani, że ich zachowanie jest jedynie odpowiedzią na zachowanie drugiego. I właśnie w tym miejscu koluzja staje się szczególnie trudna do przerwania.
W tym miejscu chciałabym wspomnieć o zjawisku zwanym przeniesieniem. Obecny partner może zostać nieświadomie obsadzony w roli kogoś z przeszłości – osoby niedostępnej, krytycznej, porzucającej albo przeciwnie: kogoś, kogo trzeba zdobywać, ratować i nieustannie przekonywać do pozostania. Wtedy człowiek nie reaguje wyłącznie na to, co wydarza się tu i teraz. Reaguje również na to, co jego psychika rozpoznaje jako znajome.
Dlatego drobne wydarzenie może uruchomić reakcję niewspółmiernie silną do sytuacji. Późniejsza odpowiedź na wiadomość może zostać przeżyta jak zapowiedź odrzucenia. Potrzeba samotności może zostać odebrana jako utrata miłości. Krytyczna uwaga może uruchomić doświadczenie bycia niewystarczającym. Teraźniejszość zostaje wtedy niejako połączona z przeszłością i trudno już oddzielić jedno od drugiego.
Wyjście z tego układu zaczyna się od zobaczenia własnego udziału. Nie chodzi o obwinianie siebie, lecz o odzyskiwanie sprawczości. Zamiast pytać wyłącznie: „Dlaczego on mi to robi?”, można zapytać: „Co dzieje się we mnie, kiedy on to robi?”, „Czego się wtedy boję?”, „Jak próbuję ten lęk opanować?” i wreszcie: „Co robię, co powoduje określoną reakcję drugiej osoby?”.
To moment, w którym pojawia się możliwość przerwania automatyzmu. Zamiast kontrolować – można powiedzieć o lęku. Zamiast uciekać – można nazwać potrzebę dystansu. Zamiast karać ciszą – można pozostać w kontakcie. Nie zawsze zmienia to relację, ale może pomóc w nowym nań spojrzeniu.
I wtedy możemy odkryć, że pod konfliktem rzeczywiście istnieje więź, która może zacząć się rozwijać poza starym scenariuszem. Innym razem, kiedy oboje przestają odgrywać swoje role, pojawia się bolesne odkrycie, że relację podtrzymywało przede wszystkim wzajemne rozdrapywanie swoich ran.
Wychodzenie z koluzji nie polega na znalezieniu człowieka, który nigdy nie dotknie naszych trudnych miejsc. Chodzi raczej o to, byśmy coraz lepiej rozpoznawali moment, w którym przestajemy spotykać drugiego człowieka takim, jaki jest, a zaczynamy obsadzać w nim kogoś z własnej przeszłości.