Co dzieje się z naszym układem nerwowym w bezpiecznej relacji terapeutycznej?

Czasem ciało jest jak stary, czujny, zmęczony strażnik, który od wielu lat stoi na warcie, nie odłożywszy broni. Nawet gdy umysł już dawno przekonał się, że „jest bezpiecznie”, ciało wciąż może utrzymywać napięcie w ramionach, oddychać płytko i być gotowe do natychmiastowej ucieczki czy zastygnięcia.

W relacji terapeutycznej (i nie tylko terapeutycznej), w której nasze ciało może zacząć rozpoznawać, że jest bezpiecznie, strażnik ten ma szansę wreszcie zacząć schodzić z warty, a nawet z czasem odkładać broń i pozwalać sobie na chwile odpoczynku i regeneracji.

W takiej relacji nie chodzi tylko o intelektualne zrozumienie. Chodzi o doświadczenie – powolne, powtarzane i głęboko cielesne. Gdy siedzimy naprzeciwko kogoś, kto jest stabilny, życzliwy i naprawdę dostrojony, nasz układ nerwowy zaczyna rejestrować coś, czego być może nigdy wcześniej nie doświadczył w pełni: „Tu nie muszę się bronić. Tu mogę istnieć. Tu mogę być.” (Z czasem wewnętrzne rozpoznanie: „Mogę tu być” ma szansę zacząć rozszerzać się na inne miejsca, sytuacje, konteksty czy też ogólne poczucie: „Mogę być. Jestem.” , z czasem na ożywiające, radosne, zasilające i karmiące poczucie: „Jakże się cieszę, że jestem. Jak dobrze być!”. I nawet gdy nadejdą trudniejsze chwile, a nadejdą, bo wyzwania, trudności, kryzysy, wzloty i upadki są naturalną częścią życia, ich doświadczanie ma szansę być przez nas przeżywane łagodniej niż wcześniej, w poczuciu większej łączności i umiejętności czerpania zarówno z zasobów wewnętrznych np. z umięjętności okazywania sobie współczucia, jak i zewnętrznych np. ze wsparcia innych osób.)

To przypomina sytuację, w której zziębnięty człowiek wchodzi do ciepłego domu. Na początku wciąż drży – mięśnie są spięte, kończyny zesztywniałe, serce bije szybciej. Dopiero po dłuższej chwili, gdy ciepło przenika głębiej, ciało pozwala sobie rozluźnić się i zaufać. Tak samo w terapii: początkowo układ nerwowy może sprawdzać poziom bezpieczeństwa – obawami, wątpliwościami, dawnymi utrwalonymi reakcjami. Ale z każdą sesją, w której Człowiek czuje się przyjmowany bez osądu, z szacunkiem, otwartością i życzliwością, zaczyna opuszczać gardę.

Metafora ogrodu wydaje mi się tu szczególnie trafna. Nasz układ nerwowy bywa jak chroniony od lat, zarośnięty chwastami hiperczujności i zamrożenia ogród. Terapeuta nie jest ogrodnikiem, który przychodzi z sekatorem i od razu przycina wszystko na siłę. Jest raczej kimś, kto siedzi obok i swoją spokojną obecnością tworzy warunki, w których roślina sama zaczyna się prostować ku słońcu. Powoli pojawiają się nowe pędy – zdolność do pozostawania w kontakcie, szersze okno tolerancji na emocje, łagodniejsze powroty do stanu równowagi.

Z perspektywy neurobiologicznej dzieje się tu prawdziwa rewolucja. Obniża się chroniczna aktywacja osi HPA i ciała migdałowatego. Wzmacnia się gałąź brzuszna nerwu błędnego, odpowiedzialna za stan spokoju i połączenia. Dzięki powtarzanej współregulacji mózg buduje nowe ścieżki między korą przedczołową a układem limbicznym, co pozwala na większą elastyczność emocjonalną i poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa.

Po czym możemy rozpoznać, że bezpieczna relacja terapeutyczna przynosi zmiany?

Na przykład po tym, że gdy przez lata reagowaliśmy paniką na każdą krytykę, po pewnym czasie możemy zauważyć, że kiedy ktoś podnosi głos, nasze ciało już nie nieruchomieje tak jak kiedyś. Potrafimy zostać chwilę dłużej i odpowiedzieć, zamiast uciekać w wycofanie czy milczenie. Albo po tym, że dotychczas pozostając w chronicznym napięciu i potrzebie kontroli, zaczęliśmy doświadczać momentów głębokiego rozluźnienia – jakbyśmy wreszcie mogli odłożyć plecak, który dźwigaliśmy od wielu lat.

Jak pięknie ujął to Bessel van der Kolk: „Bezpieczeństwo jest podstawowym warunkiem uzdrawiania. Dopóki układ nerwowy nie poczuje się bezpieczny, nie jest w stanie uczyć się nowych sposobów bycia.”

Carl Rogers przypominał zaś, że: „Prawdziwa zmiana zachodzi wtedy, gdy jesteśmy widziani i akceptowani dokładnie tacy, jacy jesteśmy w danym momencie.”

A Stephen Porges, twórca teorii poliwagalnej, podkreśla: „Bezpieczeństwo odczuwane w relacji z drugim człowiekiem jest najpotężniejszym lekiem dla autonomicznego układu nerwowego.”

Bezpieczna relacja terapeutyczna nie usuwa blizn przeszłości. Pozwala nam je dostrzec, opatrzyć, zagoić się im, a nawet sprawić, że miejsca te – odpowiednio zaopiekowane – mogą zacząć dzielić się z nami swoją wiedzą i mądrością płynącą z wielu doświadczeń.

Jeśli Twoje ciało od lat pozostaje utknięte w trybie przetrwania – wiedz, że istnieje droga powrotna. Twoja własna droga, która czeka na odkrywanie. Uznanie. Szacunek.

Dodaj komentarz